Jest właścicielem największych opozycyjnych gazet, powinien być wpływowym potentatem medialnym. Tymczasem nie wiadomo, czy to on rządzi w Presspublice, czy nim rządzą – stwierdzają w „Polityce” Anna Dąbrowska i Grzegorz Rzeczkowski. I prezentują na łamach tygodnika postać Grzegorza Hajdarowicza, właściciela Presspubliki.
Jak piszą publicyści „Polityki”, po zwolnieniach dokonanych przez Hajdarowicza w „Rzeczpospolitej”, wszyscy czekają teraz kogo powoła na stanowisko nowego redaktora naczelnego tygodnika. A dodatkowo – jak ułoży swoje stosunki z buntownikami z redakcji. „Niby jest właścicielem wydawnictwa, ale przecież nie właścicielem sumień, a w ostatnich latach w Presspublice skupiła się wyjątkowo zwarta politycznie grupa autorów. Byli tu przed Hajdarowiczem i mogą przetrwać na rynku bez niego” – przekonują Dąbrowska i Rzeczkowski. Ich zdaniem Hajdarowicz ma nóż na gardle zwłaszcza z tego powodu, że zainwestował w kupno „Rzepy” pożyczone pieniądze. Chciał stworzyć medialny konglomerat – od lewicowego „Przekroju” po prawicową „Rz” – ale „Trotyl na wraku tupolewa” pokrzyżował jego biznesplan.
Publicyści „Polityki”, powołując się na swoich informatorów z redakcji „Rzeczpospolitej”, zauważają na łamach tygodnika, że zwolnienie Cezarego Gmyza, autora tekstu o trotylu, było przygotowywane od października. Niektórzy twierdzą nawet, że Gmyz wiedział o planach wobec niego. Hajdarowicz temu zaprzecza, bo jak mówi – ufał redaktorowi naczelnemu dziennika i nie wtrącał się w relacje Wróblewskiego z dziennikarzami.
Anna Dąbrowska i Grzegorz Rzeczkowski, przy okazji afery w „Rz”, portretują jej wydawcę. Przypominają, że Grzegorz Hajdarowicz mówi o sobie jako o patriocie i zwolenniku wolnego rynku. „Rzeczpospolitą” kupił za pieniądze pożyczone w Gettin Noble Banku. Za udziały Skarbu Państwa ma płacić w ratach do 2017 roku. Jak toczą się losy dziennika pod jego kuratelą? „Z danych dystrybucji wynika, że >>Rzeczpospolita<< odnotowała największy spadek sprzedaży w swoim segmencie. W stosunku do września ubiegłego roku poleciała w dół aż o 25%” – czytamy w „Polityce”. Zdaniem Dąbrowskiej i Rzeczkowskiego, Hajdarowicz nie do końca rozumie, że wkroczył do bermudzkiego trójkąta: media – polityka – biznes, gdzie panują inne zasady niż w dotychczas prowadzonych przez niego biznesach.
„Znajomi mówią, że Hajdarowicz wciąż pozuje, stylizuje się, chciałby być postrzegany jako ekscentryk, ale też osoba wpływowa medialnie i politycznie” – przekonują publicyści „Polityki”. Portretując właściciela Presspubliki stwierdzają, że jest on typowym dla młodego polskiego kapitalizmu self-made manem – sam podejmuje kluczowe decyzje, sam kontroluje swoje interesy. A te są niezwykle rozległe – od hurtowe sprzedaży alkoholu, przez produkcję liczarek jaj, po budowę mieszkań i usługi finansowe. No i oczywiście – wydawanie prasy. „Hajdarowicz kieruje się w biznesie zasadą: tanio kupić, drogo sprzedać” – piszą Dąbrowska i Rzeczkowski. W ich ocenie taką samą zasadę Hajdarowicz chciał zastosować na rynku medialnym. „Tyle że na razie łatwo przychodzi mu jedynie kupowanie (…) Wygląda na to, że tym razem, wbrew zasadzie, drogo kupił, a może tanio sprzedać” – czytamy w „Polityce”.
Więcej w tekście Anny Dąbrowskiej i Grzegorza Rzeczkowskiego „Wstrząśnięty i zmieszany” na str. 12-14 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
