Co się dzieje z wolnością słowa w naszym kraju? Czystka w „Rzeczpospolitej” skłania Artura Dmochowskiego do zastanowienia się na łamach „Gazety Polskiej”, jak daleko zaszliśmy w Polsce na drodze ku putinizacji mediów.
Zdaniem Dmochowskiego, wyrzucenie z „Rzeczpospolitej” Gmyza i pozostałych trzech pracowników dziennika oznacza kolejne przełamanie bariery oddzielającej Polskę od statusu państwa autorytarnego. „Może nie widzimy tego jeszcze jasno, bo proces ten przebiegał stopniowo (…), ale niepostrzeżenie ilość naruszeń prawa i ograniczeń wolności przeszła już w nową jakość” – stwierdza redaktor „GP”. Efekt? Niemal cały przekaz medialny jest w tej nowej, zmieniającej się rzeczywistości kontrolowany przez władzę. Główne skrzypce w tym kontrolowaniu odgrywa premier Tusk, nieudolny w polityce gospodarczej czy zagranicznej, ale za to bardzo sprawny na rynku prasowym. „Potrafi doskonale używać mediów do swych celów” – ocenia Dmochowski.
Jak czytamy w „Gazecie Polskiej”, odkąd Platforma Obywatelska przejęła władzę w kraju, niezależne media zostały poddane represjom. Przykład? Zatrzymanie Tomasza Sakiewicza i Katarzyny Gójskiej-Hejke w 2007 roku (sprawa z prywatnego oskarżenia o znieważenie z powództwa TVN). Jak przypomina Dmochowski, nie doszło do planowanego aresztowania redaktorów „GP”, ale ataki na wolność słowa i swobodę wypowiedzi nie ustały. Skierowane były one głównie w środowiska niezależne – „Gazety Polskiej”, TVP, Radia Maryja, Polskiego Radia. W zniewalaniu wymienionych mediów władza sięgała po rozmaite narzędzia, używano służb specjalnych, policji i prokuratury. „Nękano dziennikarzy podsłuchami, przesłuchaniami i wezwaniami do sądu. W tej smutnej statystyce przodowała zdecydowanie >>Gazeta Polska<<. Dochodziło do sytuacji, gdy Tomasz Sakiewicz miał w ciągu jednego dnia stawiać się kilkakrotnie na rozmaite przesłuchania i wezwania” – czytamy w „GP”.
Represjom – przez osobę Grzegorza Hajdarowicza, zaprzyjaźnionego z władzą – poddawana jest również „Rzeczpospolita”, co potwierdza kadrowa rzeź dokonana na Cezarym Gmyzie, Tomaszu Wróblewskim i pozostałych zwolnionych z „Rz”. „Po obecnym spacyfikowaniu >>Rzepy<< (…) wszystkie tytuły wyglądałyby jak mniej czy bardziej rozcieńczone mutacje >>Gazety Wyborczej<<, gdyby nie >>Nasz Dziennik<< i powołanie do życia >>Gazety Polskiej Codziennie<<, które stały się tym samym jedynymi tytułami, o których można z całą pewnością stwierdzić, że nie są prorządowe” – pisze w „GP” Artur Dmochowski. Publicysta wyraża zadowolenie z istnienia w Polsce prasy drugiego obiegu – dziś wciąż jeszcze zmarginalizowanej, „ale przecież drugi obieg w PRL-u też zaczynał od kilkuset egzemplarzy wydawanych na powielaczu gazetek, a przyczynił się do powstania 10-milionowej Solidarności”.
Więcej w tekście Artura Dmochowskiego „Sprawa Gmyza czyli domykanie systemu” na str. 13-14 najnowszego wydania tygodnika „Gazeta Polska”.
Opr. OG
